Od pewnego czasu obserwuję dyskusję, jaka jest prowadzona w środowisku diagnostów na temat zlecania przez szpitale wykonywania usług diagnostycznych firmom zewnętrznym (tzw. outsourcing). Z dyskusji tej wynika jeden zasadniczy wniosek: zlecenie usług na zewnątrz ma powodować znaczną redukcję kosztów, przy jednoczesnym wzroście jakości oznaczeń. Oczywiście z pozycji krótkoterminowej jest to możliwe.

W dużym uproszczeniu najczęstszy scenariusz outsourcing'u jest następujący: po wygraniu procedury konkursowej firma usługowa przejmuje personel laboratorium w całości (często jeden z warunków konkursu), po czym, w krótkim czasie już bez udziału związków zawodowych i innych czynników społecznych w celu obniżenia kosztów pozbywa się części zbędnych i mniej wydajnych pracowników.

Kolejnym elementem jest przejęcie sprzętu laboratoryjnego, ale najczęściej tylko tego, który jest dla niej atrakcyjny, tzn. jest zgodny z jej polityką sprzętową, lub o niewielkim stopniu zużycia, co gwarantuje, że do końca umowy nie będzie wymagał kosztownych remontów. Pozostały sprzęt (często zdobywany przez szpital kosztem dużych wyrzeczeń) trafia do magazynów szpitala, a stamtąd po pewnym czasie na złom jako nienadający się do dalszego użytkowania. W następnej kolejności wykonywane jest uzupełnienie niezbędnej aparatury diagnostycznej, obecnie prawie w 100% poprzez dzierżawę tzw. odczynnikową, a zatem bez ponoszenia nakładów w czasie rozruchu. Tak realizowany jest postulat poprawy jakości oznaczeń.

Obniżka kosztów po stronie szpitala jest oczywista. Z dniem przekazania pracowników firmie, przestaje płacić pensje i inne zobowiązania finansowe, kupować odczynniki, płacić za serwis, itp. Rachunek za analizy pojawi się po zakończeniu pierwszego miesiąca współpracy, ale będzie miał wydłużony termin płatności najczęściej 30 do 60 dni. A zatem przez prawie kwartał szpital może nie ponosić kosztów.

Wszystkie te czynności są jak najbardziej legalne, ale w dłuższej perspektywie są dla szpitala bardzo szkodliwe, gdyż za wszystkie te działania łącznie z doliczonym zyskiem firmy outsourcing'owej zapłaci i tak szpital, a po zakończeniu umowy, albo po jej rozwiązaniu przed czasem (są i takie przypadki) może znaleźć się w pozycji znacznie gorszej niż przed jej zawarciem.

O wartości szpitala jak każdej firmy usługowej decydują trzy najważniejsze czynniki. Pierwszy to personel często przez wiele lat dokształcany, drugi to jego wartości materialne w postaci budynków i sprzętu, a trzeci to rynek zbytu, który w przypadku szpitala jest bardzo atrakcyjny, bo jest wyjątkowo stabilny i przewidywalny. Wprowadzając outsourcing wszystkie te wartości oddajemy obcej firmie niejako za darmo, nie mając żadnej gwarancji, że w przyszłości je odzyskamy, bo co będzie wart sprzęt po kilkuletniej często forsownej eksploatacji. Naturalnym też jest, że firma zrobi wszystko, aby najlepsi i najlepiej wykształceni pracownicy pozostali w niej także po zakończeniu umowy. Jedyne, co odzyska się w całości to zapotrzebowanie szpitala na usługi laboratoryjne.

Reasumując powyższe, nie można oprzeć się wrażeniu, że właściwie, po co wprowadzać outsourcing, skoro wszystkie te działania, które podejmie firma, szpital może i powinien zrobić sam. Firmy outsourcing'owe oferują ogólnie dostępne technologie i nie mają w swojej ofercie niczego, czego nie udałoby się uzyskać bez ich pośrednictwa. Podstawową ich zaletą jest dobre zarządzanie i stosowanie zdrowych zasad ekonomicznych. Te zasady powinny stosować także szpitale poprzez np. zastosowanie szerokiej autonomii ekonomicznej w poszczególnych jednostkach organizacyjnych, przy jednoczesnym wzmocnieniu kierownictwa tych jednostek o osoby z odpowiednią wiedzą z zakresu ekonomi. Należałoby stosować zasadę, że kierownikiem powinien być ten, kto jest najlepszym menadżerem i potrafi najbardziej efektywnie zorganizować pracę laboratorium, a nie ten, kto ma najwięcej zasług i tytułów. Jeżeli przeanalizujemy przygotowanie zawodowe kierownictw największych komercyjnych firm diagnostycznych w Polsce, to okaże się, że niewielu jest tam diagnostów, a ci, którzy się tam znajdują, są przede wszystkim doskonałymi menadżerami. Takie są niestety realia współczesnego zarządzania.

Polem do działania powinna być także współpraca pomiędzy laboratoriami szpitalnymi, polegająca na ich konsolidacji w celu wspólnego wykonywania niektórych oznaczeń. W tym zakresie jest wiele do zrobienia a wszechobecna zasada "każdy sobie rzepkę skrobie" powinna być jak najszybciej wyeliminowana. Należałoby także w większym stopniu korzystać z możliwości kupowania części usług na zewnątrz.

Oczywiście szpitale jako podmioty finansowane ze środków publicznych podlegają ustawie o zamówieniach publicznych, ale po jej nowelizacji w związku z wstąpieniem do UE, jej stosowanie jest zdecydowanie mniej uciążliwe.

Nie jestem bezwarunkowym przeciwnikiem outsourcing"u, ale jeżeli ma być wyłącznie metodą na racjonalizację zatrudnienia "wykonaną cudzymi rękami" i uzyskanie kredytu od firmy outsourcing'owej to uważam, ze straty, jakie może przynieść w przyszłości tego nie uzasadniają.

W powyższym tekście skupiłem się tylko na wątku ekonomicznym, i świadomie pominąłem inne aspekty takie jak: utrata kontroli przez szpital nad procesem wykonywania analiz, brak możliwości szkolenia kadry medycznej w zakresie diagnostyki laboratoryjnej itp., ale te tematy były już poruszane w dyskusji.



Zbigniew Wojtkowski
I-szy zastepca Prezesa
Stowarzyszenia Niepublicznych Medycznych
Laboratoriów Diagnostycznych

(20-01-2005)